Poniedziałek, 29 maja 2017. Imieniny Benity, Maksymiliana, Teodozji

Porady mazurskiego znachora: morowe powietrze

2017-03-12 12:00:00 (ost. akt: 2017-03-11 17:05:28)
Medyk w specjalnym stroju ochronnym. W charakterystycznej masce umieszczano zioła, przyprawy i substancje zapachowe.

Medyk w specjalnym stroju ochronnym. W charakterystycznej masce umieszczano zioła, przyprawy i substancje zapachowe.

Autor zdjęcia: wikipedia.org

Jeszcze dzisiaj w kościołach śpiewany jest hymn Trisagion zawierająca prośbę: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny. Wybaw nas Panie!”. Zwrot „powietrze” możemy współcześnie kojarzyć z trującym smogiem, ale sprawa była poważniejsza. Tak określano niegdyś epidemie, zarazy, po staropolsku zwane morem. Stąd w języku polskim do dnia dzisiejszego zachował się na przykład pomór świń czy drobiu.

W przeszłości ludzie w większości przypadków nie zdawali sobie sprawy ze sposobów przenoszenia chorób. Te najgroźniejsze, najbardziej zjadliwe i śmiertelne – czarną ospę czy dżumę, wiązano ze „złym”, morowym powietrzem. Węgorzewski pastor (ksiądz ewangelicki) Jerzy Andrzej Helwing w swoim obejściu, na drzewach rozwieszał pojemniki, w których spalała się mieszanka jałowca, tytoniu i dzięgla. Dym miał chronić przed dżumą, która szczególnie w latach 1709-1711 zdziesiątkowała całą Europę. W Węgorzewie zmarło wówczas około 90% mieszkańców!

„Tatarka”
W Węgorzewie opowiadano, że za roznoszenie dżumy odpowiedzialna jest „Tatarka”. Kobieta o wschodnich rysach twarzy, mieszkająca na uboczu, raz po raz pojawiała się w mieście. Stawała przed wybranym domem, a wkrótce jego mieszkańcy przenosili się na „tamten świat”. Wchodziła wówczas do opuszczonych mieszkań i zabierała różne przedmioty pozostałe po zmarłych. A dżuma się jej nie imała! Ale i na nią w końcu przyszła sprawiedliwość! W chwili śmierci zdradziła, że aby zatrzymać zarazę, należy posadzić na wzgórzu kościelnym, wokół świątyni drzewa. Ich korzenie zatrzymają dżumę i dopóki będą one rosły wokół kościoła, epidemia nie wróci.

Niewinne pchełki
Kluczem do zachowania zdrowia podczas epidemii dżumy była jednak... czystość! Pastor Helwing kazał swoim domownikom codziennie prać ubrania! Przesada? Wcale nie. Chorobę wywoływały pałeczki dżumy. Przenosiły je pchły, które pasożytowały przede wszystkim na szczurach. Z gryzoni przedostawały się na zwierzęta domowe, a później na ludzi. Często myłeś się, chodziłeś w zawsze czystych ubraniach, miałeś porządek – prawdopodobieństwo zapadnięcia na dżumę było znikome. Co więcej, zachowaniu życia w czasach zarazy sprzyjała izolacja – Helwing wysłał swoją rodzinę do majątku w podwęgorzewskich Stulichach. Nie wszyscy mieli jednak takie możliwości.

Śmiertelne żniwo
Na początku XVIII stulecia na Mazurach największe żniwo zebrała odmiana dymieniczna dżumy. Zarażonym w okolicach węzłów chłonnych tworzyły się dymienice – duże, ropiejące wrzody i rany. W ówczesnych warunkach sanitarno-medycznych ratunku raczej nie było. Tym bardziej trzeba pamiętać, że epidemie często wybuchały w okresach wyjątkowych nieurodzajów lub wojen. Dziadek Jerzego Andrzeja Helwinga – pastor Uriel Bertram zmarł na zarazę (najprawdopodobniej również na dżumę) w 1657 roku, w trakcie wojny i po spaleniu miasta przez wojska polsko-litewskie.

Drzewa wokół kościoła w Węgorzewie nadal rosną, więc nie ma się czego bać! Ale higienę także warto zachowywać na co dzień...
(Jerzy Łapo, Muzeum Kultury Ludowej w Węgorzewie)

Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages